Strażnik ze obozu w Stutthof skazany! Sprawiedliwość nadeszła po latach…

Strażnik ze obozu w Stutthof skazany! Sprawiedliwość nadeszła po latach…

Wczoraj (czwartek, 23 lipca) Sąd Krajowy w Hamburgu uznał 93-letniego Bruna D. za winnego współudziału w zamordowaniu co najmniej 5230 osób i skazał go za to na dwa lata więzienia w zawieszeniu. Ponadto oskarżony został obciążony kosztami własnej obrony. Sąd natomiast odstąpił od obciążenia Bruna D. kosztami postępowania, co by go z pewnością zrujnowało.

Przypomnijmy, że skazany w czasie drugiej wojny światowej był strażnikiem w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym w Stutthof.

Przewodnicząca składu sędziowskiego, Anne Meier-Goering w uzasadnieniu wyroku stwierdziła, że sąd ponad wszelką wątpliwość potwierdził winę oskarżonego. Prokurator żądał dla Bruna D. kary trzech lat bezwzględnego więzienia. Z kolei obrońcy wnosili o jego uniewinnienie. Sąd wyraźnie wskazał na to, że niemiecki wymiar sprawiedliwości przez wiele lat zaniedbywał należyte ściganie karne zbrodniarzy z okresu II wojny światowej.

Po ogłoszeniu wyroku niezwłocznie skontaktowaliśmy się z  mec. Rajmundem Niwinskim, adwokatem z Dusseldorfu, współpracującym ze Stowarzyszeniem Patria Nostra. Mecenas Niwinski był pełnomocnikiem potomków ofiar obozu w Stutthof. Na prośbę mecenasa Niwinskiego w roku 2018 Stowarzyszenie zaangażowało się w poszukiwania byłych więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof, którzy mogliby wziąć udział w procesie jako oskarżyciele posiłkowi

Mec. Niwinski opowiada, że w uzasadnieniu wyroku sąd już na wstępie podkreślił kluczową rolę oskarżycieli posiłkowych – przede wszystkich tych, którzy złożyli zeznania jako świadkowie. To właśnie te zeznania pozwoliły na wystarczające ustalenie warunków panujących w obozie w okresie objętym aktem oskarżenia. Wniosły do sprawy znacznie więcej niż ekspertyzy biegłych.

Warto podkreślić, że sąd zdawał sobie sprawę z wielkiego obciążenia, z jakim wiązał się udział w postępowaniu dla świadków/oskarżycieli posiłkowych. Sąd wyraźnie docenił też fakt, iż świadkowie – byli więźniowie obozu – składali zeznania z poczucia obowiązku, a także podkreślił, iż przedmiotem postępowania było przede wszystkim zło, które jeden człowiek uczynił innemu człowiekowi.

– W opinii sądu często używana metafora „trybiku w maszynie” nie jest trafna. To nie abstrakcyjnie pojęta i stwarzająca dystans  „maszyna do zabijania” stworzyła obozy i cierpienie, lecz ludzie. Oskarżony daremnie zasłaniał się kontekstem polityczno-historycznym. Musi odpowiadać przede wszystkim jako człowiek… – ocenia mec. Rajmund Niwinski.

Co ważne – od września 1944 r. KL Stutthof był obozem zagłady. Komendanci obozu stworzyli warunki wrogie dla życia, które miały doprowadzić do śmierci więźniów.

– Kompania SS, do której należał oskarżony składała się między innymi z „weteranów” – najokrutniejszych przestępców i nazistów, którzy narzucili oddziałowi swoje poglądy i postawę wobec więźniów. Dla oskarżonego, który unikał wszelkich konfliktów, wystarczyło codzienne bytowanie z resztą kompani, aby w bardzo krótkim czasie sią dostosować. Nie była potrzebna szczególna indoktrynacja – dodaje mec. Rajmund Niwinski.

Zdaniem mec. Rajmunda Niwinskiego, oskarżony Bruno D. nie cierpiał na jakikolwiek wewnętrzny konflikt sumienia i dlatego nie może powoływać się na tzw. wykonywanie rozkazu sprzecznego z prawem pod groźbą własnego zagrożenia. We własnych opisach obozu oskarżony  nie pokazał też  jakiejkolwiek szczerej emocji.

– Jak każdy inny nazista, oskarżony powoływał się na rozkaz następnego przełożonego. O ile oskarżony faktycznie miałby nie mieć świadomości, że jego czyn był czynem zabronionym, to ten błąd był unikalny i jest tymże nieistotny. Podczas służby oskarżony  wspierał sprawców głównych fizycznie, zaś podczas czasów gotowości – psychicznie. Oskarżony po prostu stał na czatach – kontynuuje mec. Niwinski.

Trzeba dodać też, że ofiarami morderstwa masowego byli nie tylko  Żydzi, lecz także więźniowie z krajów Europy Wschodniej.

– Dlatego nie było możliwości, aby Bruno D, nie zauważył przepełnienia obozu i przyjazdu pond 49 tysięcy więźniów – uzupełnia mec. Niwinski.

Zapytaliśmy też mec. Rajmunda Niwinskiego o uwagi „na gorąco”, czyli tuż po ogłoszeniu wyroku. Oto co nam powiedział:

– Stanowcze stwierdzenia sądu wywarły na mnie duże wrażenie. Bezspornym jest, że niemieckie sądy i prokuratury przez wiele lat w skandaliczny sposób zaniedbały rozrachunki prawne z okresu wojny. Natomiast izba karna w Hamburgu, a przede wszystkim przewodnicząca Pani Meier-Goering, prokurator naczelny Mahnke, a także śledczy policji  wykazali się wielkim zaangażowaniem godnym uznania.

Sąd forsował kontynuację procesu mimo pandemii korona-virusa.

Bohaterami procesu są oskarżyciele posiłkowi. Szereg z nich, mimo podeszłego wieku przyjechało z daleka (Polska, USA, Francja, Izrael) do Hamburga aby złożyć zeznania.

Na szczególne uznanie zasługuje mój klient – pan Marek Dunin-Wąsowicz, który przyjechał jako pierwszy świadek. Zeznawał na łącznie 3 rozprawach i w tym celu dwa razy przyleciał z Warszawy do Hamburga.

45 rozpraw było także pewnym wyzwaniem dla  pełnomocników (niektórzy przyjeżdżali aż z Monachium).

Przy tym konieczne jest także uznać, że oskarżony (rocznik 1926) stawiał się przed sądem bez zasłaniania się swoim sędziwym wiekiem – podsumowuje mec. Rajmund Niwinski.

Mec. Rajmund Niwinski o wyroku strażnika z obozu w Stutthof